piątek, 11 czerwca 2010

Mundial 2010


















Tekst: Rafał Szymański

Mistrzostwa świata Wydaje się wam, że zawodnicy w RPA, odseparowani od wścibskich dziennikarzy i rozhisteryzowanych fanek skupią się na graniu w piłkę nożną? Nie ma na to szans. Gdzie są piłkarze i duże pieniądze, tam są także miłosne afery.
11 facetów w krótkich spodenkach ganiających za skórzaną piłką często myśli o wszystkim, tylko nie o grze.
W łóżku z Pele
Najlepszy piłkarz świata XX wieku, Brazylijczyk Pele, jechał na swoje pierwsze mistrzostwa świata do Sztokholmu w Szwecji w 1958 roku jako nieopierzony 17-latek. Co prawda, kiedy miał 14 lat, jego ojciec zabrał go do prostytutki, ale nawet po tym Pele pozostał skromnym chłopcem. Nie na tyle jednak, by oprzeć się
wdziękom długonogiej blondynki – tym bardziej że w Szwecji nigdy takich nie brakowało. Jak podają niektóre źródła, Pele pozostawił po sobie w Szwecji córeczkę, która przyszła na świat dziewięć miesięcy po mistrzostwach.
Kobiety
Według piłkarzy są po to, by przyglądać się ich grze, a po meczach ulegać urokowi finezyjnych podań, dośrodkowań i precyzyjnych strzałów. Rzeczywistość jest bardziej brutalna. Urok, jakiemu ulegają dziewczyny, to portfele piłkarzy. Stąd nie zawsze zawodnicy grający w RPA będą mogli skupić się na grze. Taki Steven Pienaar, gracz gospodarzy mistrzostw, głowę ma zaprzątniętą procesem z byłą narzeczoną. Pienaar, na co dzień zawodnik Evertonu, najpierw uwiódł dziewczynę, potem zrobił jej dziecko i złożył obietnicę, że kocha i chce się ożenić. Z tego ostatniego szybko jednak zrezygnował. Kochanka, nie namyślając się długo, założyła sprawę w sądzie przeciwko zawodnikowi. Nie, nie domaga się realizacji obietnicy. Chce tylko odszkodowania. Niewiele, jak na portfele współczesnych herosów futbolu – tylko milion funtów.
Ribery w świecie hipokryzji
Mało brakowało, a w składzie reprezentacji Francji zabrakłoby najlepszego skrzydłowego Europy Francka Ribery’ego. Kilka tygodni temu wybuchł skandal, gdy wyszło na jaw, że zabawiał się z niepełnoletnią prostytutką Zahią Dehar. Cała Francja zapałała świętym, wręcz jakobińskim oburzeniem, gdy okazało się, że Franc sprowadził sobie na urodziny prostytutkę. W specjalnej ankiecie Francuzi uznali, że nie jest godzien reprezentować ich barw. Hipokryzja sięgnęła zenitu, bo ci sami Francuzi nie są wcale oburzeni i nie podnosili larum, gdy Thierry Henry podał ręką piłkę, w następstwie czego padł gol decydujący o wyjeździe Tricolores do RPA.
Ale tak to już jest, że każdy obywatel zapytany o zdanie czuje się prokuratorem, będącym w stanie osądzić, na co może, a na co nie wydawać swoje pieniądze dorosły facet.
Nieobecny, usprawiedliwiony
Przez Francuzkę, a jakże, Vanessę Perroncel w składzie Anglii zabrakło doskonałego obrońcy Manchesteru City, Wayne’a Bridge’a. Facet był w stałym związku ze wspomnianą modelką, a przed laty hostessą Chelsea. Mieli nawet dziecko, tyle że Vanessa postanowiła sprawdzić, jaki w łóżku jest najlepszy przyjaciel jej faceta, John Terry. Też piłkarz, podpora Chelsea i reprezentacji. Pies na baby, wybrany kiedyś przez pomyłkę najlepszym ojcem Anglii. Sprawdziła, nie był ani lepszy, ani gorszy, tyle że ucierpiała na tym przyjaźń między obu panami. Bo sprawa oczywiście wyszła na jaw. W jej efekcie obaj nie podali sobie dłoni przed ligowym meczem Chelsea – City, a Bridge zrezygnował z gry w reprezentacji Anglii i wyjazdu na mistrzostwa. W kadrze, której Terry był kapitanem. Szkoleniowiec reprezentacji Anglii, Włoch Fabio Capello, był niepocieszony, ale to nie on wymyślił dowcip, w którym to trener dzwoni do Bridge’a i oznajmia: „– Hej, Wayne, Terry już nie będzie miał kapitańskiej opaski. – O, bosko, to wspaniale – cieszy się Bridge. – To dobra decyzja coach! – Dam ją komu innemu. A pomożesz ją odnaleźć? Jest gdzieś pod łóżkiem Vanessy – mówi Capello”. Oczywiście to kawał rodem z wojskowej kantyny. Trafia jednak do wyobraźni Anglików. Lubują się w takim dosyć specyficznym, tabloidowym humorze.
Capello dowcipu nie wymyślił, ale dbając o morale swojego zespołu, zakazał wyjazdu do RPA wszystkim WAG (z angielska Wifes and Girlsfriends), czyli żonom, kochankom i dziewczynom. Czyżby przeczuwał, co się święci?
Uciekał przed zemstą
Nie lepsi są Włosi. W 1990 roku tytuł króla strzelców mundialu zdobył Toto Schillaci. Tymczasem pewnego dnia, powracając od domu, zobaczył tylko tył samochodu swojego kolegi z kadry Gianlugiego Lentiniego. Kolega z reprezentacji uciekał, bo „przypadkiem” przejeżdżał obok domu Toto i chciał porozmawiać z żoną kolegi. Pogadanka przerodziła się w romans, a szybkie porsche, którym zwiewał, zamieniło się w słup ognia. Lentiniemu bowiem wciąż drżały ręce po „rozmowie z żoną kolegi” i wjechał w pobocze. Na szczęście przeżył, ale miał liczne urazy, m.in. głowy.
Pokaz mody
Francuzi rzeczywiście mają różny stosunek do swoich gwiazd, ale mistrzostwa zorganizować potrafią. W 1998 roku na meczu finałowym Francja – Brazylia żony wszystkich reprezentantów państwa znad Sekwany ubrały się w koszulki swoich mężów. A finał został poprzedzony – jakżeby inaczej, jesteśmy wszak we Francji – pokazem mody Saint-Laurenta. Dla wielu fotoreporterów w tamten wieczór futbol był tylko dodatkiem do sukienek i makijażu uroczych
Francuzek.
Andrade poszedł w tango
Jose Leandro Andrade w 1930 roku poprowadził Urugwaj do zdobycia tytułu mistrza świata. Napastnik przeszedł do historii z dwóch powodów. Był pierwszym czarnoskórym graczem, który zdobył tytuł mistrza świata. Po nim nie mógł się już utrzymywać z futbolu. Kocie ruchy, zręczność wykorzystał w inny sposób. Przybył do Europy i w Paryżu nauczał argentyń-skiego tanga – jego najbardziej krwistej odmiany, w której kobieta musi tańczyć z różą w zębach. To za dnia, a wieczorami spijał sławę nauczyciela tańca i piłkarza w nocnych klubach i alkowach coraz to nowych „tancerek”. Na zgubę mężów, którzy szybko zapomnieli o jego golach. Nie trzeba dodawać, że przepuścił wszystko, co miał. Wrócił do Urugwaju i w 1957 roku zmarł w chrześcijańskim przytułku dla ubogich na przedmieściach Montevideo. Bo do tanga trzeba dwojga. Szaleństwa i rozsądku. Stosunek przerywany.
Z rozumem
A wracając do tegorocznego mundialu, to do każdego biletu rozdawanego w RPA można nabyć prezerwatywy. Przypomnijmy, że część populacji tego państwa to świadomi nosiciele wirusa HIV. Świadomość nie ma jednak nic do rzeczy, gdyż niedawno jeden z polityków RPA, przyłapany na współżyciu z miejscową prostytutką, powiedział, że nie boi się AIDS. Przecież po stosunku wziął prysznic.

niedziela, 16 maja 2010

XXX


Miłość ma wiele twarzy. Bywa też, że w związku nie ma miłości.

piątek, 7 maja 2010

Rozdarte na dwoje


Rozwody są dla dorosłych. Dzieciom pozostaje się z tym pogodzić.

sobota, 1 maja 2010

Dramat

Tekst: Bogumiła Rzeczkowska

Troje dzieci, aresztowanego pod zarzutem pedofilii i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem ojca trafiło do domu dziecka. Instytucje, które wcześniej opiekowały się rodziną, są w szoku – nie było żadnych sygnałów tragedii.
Leszek K. ze Słupska, 40-letni ojciec, samotnie wychowujący troje dzieci, został aresztowany na trzy miesiące. Jego 12-letniego syna, 10-letnią córkę i najmłodszą, siedmioletnią niepełnosprawną dziewczynkę sąd nakazał umieścić w niespokrewnionej z nimi rodzinie zastępczej, pełniącej funkcję pogotowia opiekuńczego. Takiej możliwości nie było i dzieci trafiły do domu dziecka.
Słupska Prokuratura Rejonowa zarzuca Leszkowi K. gwałcenie, molestowanie seksualne, znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem oraz zmuszanie do oglądania pornografii dwojga starszych dzieci. Trwało to kilka lat.
– Leszek K. sam wychowywał troje dzieci. Matce, która pięć lat temu wyjechała do Belgii i nie wykazuje zainteresowania dziećmi, w 2007 roku sąd ograniczył władzę rodzicielską i powierzył ją ojcu. O to wystąpił sam Leszek K. Sąd jednocześnie z urzędu i jemu także ją ograniczył. Jednak nie z powodu zaniedbania obowiązków opiekuńczych, bo te ojciec spełniał bez zastrzeżeń. Nie pił, dbał o dzieci. Chodziło o wyznaczenie kuratora, ponieważ najmłodsza, siedmioletnia obecnie dziewczynka, jest niepełnosprawna i rodzina potrzebuje pomocy w załatwianiu urzędowych spraw – mówi sędzia Danuta Jastrzębska, rzecznik słupskiego Sądu Okręgowego. – Sytuację komplikuje fakt, że rodzice dzieci żyli w konkubinacie, a matka jest żoną Wietnamczyka. Choć tego w aktach nie ma, wietnamski ślub, na który zgodziła się kobieta, był najprawdopodobniej sposobem na szybkie uzyskanie obywatelstwa przez Wietnamczyków, którzy szukali chętnych do pomocy Polaków. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych prawo dawało taką możliwość. Przyspieszenie formalności zapewniała ciąża, najczęściej fikcyjna. W Słupsku i okolicach głośny proceder zakończył się procesami, w tym lekarza ginekologa poświadczającego rzekome ciąże.
- Do dzisiaj trwają sprawy związane z zaprzeczeniem ojcostwa i zmianą nazwisk dzieci, które urodziły się w tamtym czasie. Według przepisów, istnieje domniemanie pochodzenia dziecka z małżeństwa, więc trzeba wyprostować sytuację dzieci, których matki poślubiły Wietnamczyków, a których biologicznymi ojcami są Polacy – mówi sędzia Jastrzębska. – Syn Leszka K. i jego konkubiny urodził się przed wietnamskim ślubem. Córki – później. Sytuacja najmłodszej została już prawnie wyjaśniona. Teraz trwa procedura zaprzeczenia ojcostwa Wietnamczyka w stosunku do starszej dziewczynki. O to zabiegał biologiczny ojciec, czyli podejrzany Leszek K.
Choroba najmłodszego dziecka i między innymi sprawy urzędowe sprawiły, że rodzina została objęta opieką różnych instytucji. I wszystko wskazuje na to, że nie ograniczała się ona do sporządzania raportów na papierze. Oprócz kuratora sądowego sytuację rodziny od lat znała opieka społeczna. – Rodzina korzystała z pomocy finansowej od 1998 roku, kiedy była jeszcze matka – mówi Teresa Glaza, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Słupsku. – Wsparcie pedagogiczne otrzymała, gdy ojciec został sam z dziećmi. Odwiedzała ją bardzo doświadczona pani pedagog, która pomagała w domu, w opłatach, rozliczeniach, kontaktowała się ze szkołą. Opiekę ojca ocenialiśmy jako dobrą. Mieszkanie było zadbane, wysprzątane, ubrania wyprasowane. Z sąsiadami, których dzieci nazywały dziadkami – bardzo dobry kontakt. Dzieci dobrze się uczyły, były pogodne, garnęły się do ojca, widać było, że go szanują. Buntowały się tylko, gdy mama, mimo zapowiedzi, nie przyjeżdżała. Nie było żadnych sygnałów świadczących o krzywdzie. Dla nas to po prostu szok.
Mimo wszechstronnej opieki dzieciom potrzebna była terapia, bo porzuciła je matka, za którą bardzo tęskniły. MOPR skierował Leszka K. i dzieci na zajęcia do Stowarzyszenia Pomocy Psychologicznej Dziecku i Rodzinie Krąg. – Dla nas Leszek K. to był dzielny mężczyzna, bo mało który samotnie wychowuje troje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne – mówi psycholog Krystyna Mytkowska, szefowa Kręgu. – Staraliśmy się pomóc w funkcjonowaniu rodziny, żeby ojciec potrafił dowartościować dzieci, usamodzielnić je i żeby one miały ciekawsze życie, choćby w czasie wakacyjnych wyjazdów. Jednak Leszek K. zaczął unikać spotkań, bo nie miał kto zająć się chorą dziewczynką. Załatwialiśmy wolontariuszy do opieki nad nią, ale w tym czasie to wyszło...
– Kurator wyznaczony przez sąd do opieki nad rodziną w raportach nie odnotował niczego niepokojącego – twierdzi sędzia Danuta Jastrzębska. – Jednak od listopada przyglądał się uważniej rodzinie. Wtedy dzieci zadzwoniły na policję, że tata jest bardzo pijany. Funkcjonariusze zastali Leszka K. leżącego na łóżku bez bielizny. Zabrali go do izby wytrzeźwień.
Jednak sygnał o molestowaniu dotarł do policji od dalekich krewnych matki.
– To wyszło przez przypadek. Nie powiem, jak konkretnie, bo ujawniłabym informacje ze śledztwa. Nikt tego wcześniej nie wyłapał. Na pewno żadna z instytucji
– Maria Pawłyna, szefowa słupskiej Prokuratury Rejonowej, nie ma wątpliwości co do przedstawienia zarzutów Leszkowi K. – Dzieci zostały przesłuchane przed sądem w obecności psychologa jeszcze przed aresztowaniem ojca. Uważam, że materiał dowodowy uzasadnia przedstawienie zarzutów i zastosowanie aresztu.
Na razie śledztwo wykazało, że ofiarami ojca jest dwoje starszych. Najmłodsza dziewczynka była wtedy w szpitalu i nie została przesłuchana.
Zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem jest także związany z zarzutami dotyczącymi przestępstw seksualnych.
Leszkowi K. grozi do dwunastu lat więzienia.

środa, 28 kwietnia 2010

Warszawa


EGZAMIN Z NORWIDEM
Scenariusz: Paweł Timofiejuk
Ilustracje: Wojciech Stefaniec

Komiksowy Przewodnik po Warszawie to antologia komiksów opowiadająca o stolicy Polski i jej miejskiej tkance. Jednym z komiksów jest "Egzamin z Norwidem" opowiadający o Pałacu Zamoyskich mieszczącym się przy ul. Nowy Świat 67. Komiks zbiera w jednym miejscu wszystkie elementy, z którymi kojarzy się pałac, łączy w sobie przeszłość i teraźniejszość. Mamy więc Norwida, fortepian Chopina i Uniwersytet, którego wydziały mieszczą się obecnie w tym budynku.

środa, 14 kwietnia 2010

Ciche zaproszenie









Polski komiks ma własnych braci syjamskich, a właściwie jednego twórcę, który lubi podpisywać pracę, zależnie od stylu, różnymi imionami. Poza komiksami tworzy ilustracje do książek, płyt i dla prasy. Na wystawie prezentowany jest wybór jego (ich) oryginalnych prac. (1)

Miejsce wystawy: Powiększenie, ul. Nowy Świat 27 (w podwórzu)
Otwarte codziennie od 11 do ostatniego gościa
Wernisaż: poniedziałek 19 kwietnia, godz. 19.00
Wystawa czynna od 10 do 30 kwietnia.














24 i 25 kwietnia 2010 roku po raz pierwszy na komiksowej mapie Polski zaistnieje Festiwal Komiksowa Warszawa. Impreza, organizowana przez Polskie Stowarzyszenie Komiksowe odbędzie się w Centralnym Basenie Artystycznym. Gośćmi festiwalu będą m.in. Jeff Lemire, Mateusz Skutnik, Piotr Kowalski, Maciej Łazowski, Agata Bara i Paweł Kłudkiewicz. (2)
W ramach Festiwalu Komiksowa Warszawa zobaczyć bedzie można również wystawy takich mistrzów jak:
POLSKA:
- Karol „KRL” Kalinowski, autor rewelacyjnej "Łaumy",
- Tomasza Niewiadomskiego, twórcy kultowego "Ratmana",
- Piotra Kowalskiego, ojca "Gaila".
NIE POLSKA:
- Alexandar Zograf „Pozdrowienia z Serbii”,
WYSTAWY TEMAMTYCZNE:
- 45–89. Komiks za żelazną kurtyną
- Komiks japoński
- Laureaci Grand Prix MFK
- Kartonowe ludziki,
- Komiksowy przewodnik po Warszawie








Na Festiwalu będzie miało jeszcze jedno wielkie wydarzenie. Premiera albumu "Komiksowy przewodnik po Warszawie". Album zawiera historie jednego tematu, lecz różniące się od siebie zarówno na płaczyźnie lingwistycznej, jak i w warstwie graficznej. Rzecz warta uwagi.



1. Cyt. za Festiwal Komiksowa Warszawa
2. Cyt. za Ziniol

piątek, 2 kwietnia 2010

Chrzest Polski = Chrześcijanizm


Chrzest Polski – zwyczajowa nazwa początku procesu chrystianizacji państwa polskiego. Proces ten został zapoczątkowany przez osobisty chrzest Mieszka I w 966 r. (najczęściej podawaną datą jest 14 kwietnia 966 r.), ponieważ zgodnie z ówczesnym zwyczajem ceremonia odbywała się w Wielką Sobotę...
Źródło: Wikipedia

piątek, 26 marca 2010

Polskie atomy


Na Pomorzu, w Żarnowsku (nie daleko 3miasta),lub Kopaniu koło Darłowa ma powstać pierwsza w Polsce elektrownia atomowa. Super... albo nie super. Innych opcji nie ma.

Dołączymy do elity: Argentyna, Chiny, Francja, Finlandia, Indie, Japonia, Kanada, Korea Południowa, Pakistan, Rosja, Stany Zjednoczone, Słowacja, Armenia, Brazylia, Bułgaria, Czechy, Gruzja, Kazachstan, Litwa, Meksyk, Republika Południowej Afryki, Rumunia, Słowenia, Szwajcaria, Szwecja, Tajwan, Ukraina, Węgry, Wielka Brytania, Iran, Algieria, Arabia Saudyjska, Azerbejdżan, Białoruś, Chile, Egipt, Indonezja, Jordania, Libia, Maroko, Mongolia, Oman, Wietnam, Włochy, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Belgia, Austria.

czwartek, 18 marca 2010

Oddech w czasach terroru

Tekst Michał Kowalski

Latem 1941 roku większość robotników przymusowych ze Słupska została osadzona w jednym miejscu. Obóz znajdował się przy ulicy Kozietulskiego i nazywano go powszechnie Schliepgrund 2. To był 3-kondygnacyjny budynek murowany oraz towarzyszący mu drewniany barak. Według spisanych po wojnie przez historyków Teresę Machurę i Iwo Malczewskiego relacji naocznych świadków warunki w obozie były bardzo ciężkie. „W salach mieszkalnych panowała niezwykła ciasnota, gdyż liczba śpiących dochodziła do dziewięćdziesięciu. Pomieszczenia były brudne i zapluskwione. Wyżywienie, przy czasie pracy trwającym 10 godzin dziennie – składało się z tygodniowego przydziału: 2.250 g chleba, 200 g tłuszczu, 150 g kiełbasy (najczęściej z koniny) oraz obiadów, których główny składnik stanowiła brukiew”. Komendantem obozu był Rudolf Hagemeister, członek NSDAP. „Pod byle błahym pozorem bił polskich robotników – mieszkańców obozu, kolbą pistoletu po głowie” – mówili później świadkowie.

Polscy robotnicy przymusowi musieli nosić specjalne oznaczenie. Miało kształt rombu. Długość boku: 4,7 cm. Wykonane z płótna. Kolor: żółty. W środku litera P. Kolor litery: fioletowy. Obwódka oznak: fioletowa. Znak P – tłumaczono „Pole”, czyli Polak. Nie „Polen”, czyli Polska. Polacy w hitlerowskich Niemczech byli bezpaństwowcami. Wszysycy Polacy musieli obowiązkowo nosić romb z P na wszystkich ubraniach wierzchnich, również koszulach i swetrach. Każdy, kto miał taki znak, zwłaszcza poza obozem, był od razu rozpoznawany. Musiał ustępować Niemcom z drogi. W każdym momencie mógł być skontrolowany. Nie było możliwości, by ktokolwiek wychodząc do miasta, pojawił się bez tego znaku. Dość szybko jednak, jak wynika ze wspomnień robotników przymusowych, Polacy znaleźli sposoby na omijanie zarządzenia. Chodziło to, by na zewnątrz móc nie nosić oznaki, a tylko w razie potrzeby szybko ją przypinać do ubrania. Stąd pojawiły się sztywne płótno i tektura z agrafką, którą można było przypiąć do ubrania, oznaka na blaszce z przylutowaną szpilką, czy oznaka na kawałku skóry ze szpilką. Jak zeznawali po wojnie robotnicy, możliwość chodzenia bez oznaczenia była dla nich chwilowym powrotem do normalności. To dawało im poczucie wolności w trudnych czasach niewoli.

W 1943 roku w obozie wydarzyła się jednak rzecz bez precedensu. Więźniowie zaczęli nosić mosiężne znaczki – guziki z wykutą literką P i przylutowaną szpilką z tyłu.Miały rozmiar 1 x 1 centymetr. Z zeznań świadków spisanych po wojnie wynika, że autorem pomysłu był jeden z robotników przymusowych – Kazimierz Krzyżanowski. Krzyżanowski rozdawał robotnikom znaczki pod warunkiem ich noszenia. Był ślusarzem, znaczki wybijał w pracy, w obozie naprawiał także zegarki. Urodzony w Kaliszu w 1916 roku, prawdopodobnie warszawiak. Był to człowiek uczciwy, ostry, nie bał się narażać na pobicie za swoje poglądy. Takie znaczki miały wiele zalet. Były podobne do niemieckich guzików, które wielu z nich nosiło w klapie, a jednocześnie spełniały wymogi oznaczenia polskich robotników przymusowych. Przynajmniej przez pierwszy rok. Człowiek ze znaczkiem, który pojawiał się poza obozem, mógł czuć się bardziej bezpieczny. Zeznanie byłego robotnika – Romana Chacińskiego: „W obozie znaczki nosiła jedna trzecia wszystkich”.

Lato 1944 roku. Niemcy zorientowali się w pomyśle Polaków i przeprowadzili rewizje pod kątem poszukiwania tych, którzy nosili znaczek. Podobne rewizje przeprowadzono również w obozie w Potęgowie. U Krzyżanowskiego znajdują całą kasetkę ze znaczkami. Zostaje zabrany. Zeznanie Juliana Gardzielewskiego: „Widziałem przed dworcem w Słupsku konwój kilkunastu więźniów skutych kajdankami, ostrzyżonych do gołej skóry i bez czapek, a wśród nich Krzyżanowskiego i dwóch innych robotników z obozu. Było wówczas zimno, a drzewa nie miały liści.” Co stało się dalej z Krzyżanowskim, nie wiadomo. Znaczek jako symbol oporu miał niezwykłe znaczenie dla osadzonych. Dali temu swój wraz podczas noworocznego potkania na przełomie 1944 1945 roku. Na ścianie baraku mieszczono wówczas wielką, odświetloną literę P. Według elacji robotników, komendant Hagemeister dowiedziawszy się o tym wbiegł na salę i zdarł go ze ściany. 8 marca 1945 roku do Słupska wkroczyli Rosjanie. Dzień wcześniej 22 robotników z obozu Schliepgrund 2 zostało rozstrzelanych.Byli zbyt niepokorni.

niedziela, 14 marca 2010

Idzie wiosna









Każdy się cieszy z okazji nadchodzącej wiosny. Każdy przywita ją na własny sposób.

niedziela, 7 marca 2010

BATMANs TRACK


W tym miejscu jak stoję, chciałem podziękować KOLOROWYM ZESZYTOM za zaproszenie do zabawy z cyku: The Batmans Track. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.
Tytuł ilustracji pochodzi z fragmentu utwóru The Mars Volta: Goliath, z płyty The Bedlam in Goliath.

wtorek, 9 lutego 2010

Filtr Codzienności

Komiks Przygody Leszka "Filtr Codzienności" (komiks ocenzurowany).
Autorzy: Wojciech Stefaniec i Dominik Szcześniak.

Wojciech Stefaniec:
Z mojej strony, jest to komiks o rozkojarzeniu. O momentach, gdy zapadamy w głęboką fazę skupienia, która jakby... odcina nas ścianą myśli od świata rzeczywistego, odbijając bodźce zewnętrzne. Powoduje zamarcie ciała, którego energia (jak w maszynie, musi mieć gdzieś ujście, inaczej nie będzie działać poprawnie) przechodzi do mózgu, stwarzając nie pohamowany potok refleksji. Taki stan zawieszenia w czasie jest jak lunatykowanie. Po przebudzeniu nie pamiętamy co się działo przez okres naszego rozkojarzenia. Nie wiemy, co ktoś do nas mówił, nie pamiętamy co mieliśmy zrobić, nie wiemy co się działo wokół nas. Najgorsze natomiast jest to, że czasami nie pamiętamy co myśleliśmy podczas TEGO momentu. Wszystkie przemyślenia, nawet i genialne pomysły przysnęły w chwili połączenia się ze światem prawdziwym.
Co do umieszczenia naszych osób w tym komisie... Wpadłem na to, gdy omawialiśmy historię z Dominikiem. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że ten temat dotyczy nas. My tacy jesteśmy. Nasze poglądy na temat niektórych spraw i nasze stany są tak podobne, że nie było wyjścia. Aż się prosiło, abyśmy byli bohaterami tego komiksu.
Oprócz rozkojarzenia poruszamy tutaj problem prymitywizmu mediów współczesnych, które powodują w człowieku pewnego rodzaju niechęć do życia. Jestem przekonany, że większość ludzi, która właśnie to czyta, doświadczyła lenistwa objawiającego się bezcelowym przełączaniem kanałów, nie szukając nawet tego konkretnego. Wiadomości z zakresu polityki zawsze nas denerwują, informacje o tragediach źle wpływają na nasze samopoczucie, ploteczki z dziedziny życia gwiazd nijak się mają do rzeczywistości. Media potrafią nudzić, naciągać fakty i narzucać poglądy. Ale jak nie chcesz, nie musisz oglądać.
Jest jeszcze druga strona medalu. Telewizja potrafi zahipnotyzować swoją magią. Byłem świadkiem takiego momentu. Mój siostrzeniec, 3latek, oglądał jakiś kanał dla dzieci. Był tak skupiony (rozkojarzony?) na bajce, że wszelkie nawoływania w jego kierunku w ogóle na niego nie działały. Nie reagował. Zazdroszczę czasami dzieciom tej beztroski. Ale to co oglądał...

Dominik Szcześniak:
Idea "Przygód Leszka", które miałyby być rysowane przez innych rysowników, na zasadzie "ja piszę scenariusz na zadany przez Ciebie temat" powstała właśnie podczas rozmowy z Wojtkiem. Jakoś tak dość wspólnie doszliśmy do tematu "Filtr codzienności". Scenariusz powstał ad hoc i po jego lekturze obaj stwierdziliśmy, że Leszkowe wynurzenia, marudzenia i teorie są bardzo bliskie nam obu. Jak już pisał Wojtek - każdy z nas odnalazł tam siebie. Więc całkiem możliwe, że i czytelnik będzie mógł się z pewnymi treściami zidentyfikowac, choć, bądźmy szczerzy, postać Leszka nie jest postacią, z którą identyfikować by się chciało.
Za co uwielbiem Stefana: za to, że gdy ten dostanie tekst, który powinien zająć planszę lub dwie, rozbucha ją do pięciu. I przy okazji doda mnóstwo od siebie. Bo owszem, odnaleźliśmy wspólny język tym komiksem, jednak każdy z nas opowiedział swoją historię: ja pisząc, Wojtek rysując. Można czytać to razem, jako nasz wspólny pogląd, a można i oddzielnie, bo warstwa graficzna pozostaje bardzo żywa i nie jest wtórna do tekstu.
Najlepsze, najbardziej satysfakcjonujące rzeczy powstją ad hoc. Taki morał na dziś.

Na koniec dodamy tylko, że komiks został ocenzurowany. Po prostu taka była konieczność. Zapraszamy do zabawy przy: Ideach "Przygód Leszka", które dają wolność absolutną w tworzeniu. Nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Wolność treści i formy. Co chcieć więcej.
Pozdrawiamy serdecznie i miłej lektury.


środa, 13 stycznia 2010

niedziela, 10 stycznia 2010

czwartek, 7 stycznia 2010

środa, 30 grudnia 2009

Na nowy rok


Pod koniec roku planujemy co zmienić w nadchodzącym roku, zamiast podsumować to, co zrealizowaliśmy z pomysłów narzuconych rok temu.

wtorek, 24 listopada 2009

poniedziałek, 23 listopada 2009

Wartości vs. Wartość


"Jego broda coraz dłuższa...", "Seks uprawiamy tylko w weekend", "RETUSZ ROKU!", "Prawda, że ślicznie jej w niebieskim?", "Nowa fryzura ją szpeci", "Usunie sobie zmarszczki!", "Czy odwarzysz sie na operację plastyczną?", "Czy odessała sobie tłuszcz?", "Tą figurę zawdzięczam tylko i wyłącznie treningowi", "...adoptują kolejne dziecko", "Usunięcie ciąży we wczesnym stadium nie jest morderstwem", Wyleci z serialu, bo... urodziła dziecko!", "Rozstanie roku", "Ich związek wisi na włosku", "Ona znów imprezuje", "Widziano go w nocnym klubie", "Kolejna "kaseta porno", "Złożą mu hołd", "Chce tańczyć dla Polski", "Kto lepiej wygląda w błękicie?", "Pokłuciły się na planie filmowym", "Film zarobił już 260 milionów dolarów!", "Nagie zdjęcia gwiazdy Disneya tylko u nas", "Nie mam nic przeciwko ich związkowi", "Producenci już zapowiadają następną część", "Kiedyś go kochałem", "Ich związek dobiega końca", "Ich miłość jest burzliwa", "Chcą mieć dzieci"...

W kółko to samo. Puste zainteresowania czyimś życiem prywatnym, a raczej wykreowanym życiem prywatnym, które jest sterowane przez sztab specjalistów od wizerunku i zachowań społecznych. Pętla, będąca machiną produkującą pieniądze nikomu nie potrzebne. Lepiej się bawić, wdawać w plotki, które wytwarzają zidiociałe zainteresowania wśród ludzi notorycznie uwielbiających przyglądać się innym, a niżeli zwracać uwagę na to co dzieje się na świecie (narkomania, handel ludźmi). Nie potrafią odróżnić pijaka, od człowieka bezdomnego. Stają się aroganccy i bezduszni. Nie myślą po swojemu. Upodabniają się do swoich idoli z brukowców. Lubują się w idealnych bohaterach idealnych seriali... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to dla nas oczywiste. Żadna nowość. Te zachowania tak głeboko zakorzeniły sie w naszych emocjach, że stały się bezwarunkowe. Normalne. Pożerają czas. Przyćmiewają prawdzie emocje. I tak to robimy (narkomania). Życie gwiazd i ich wykreowanm świat (handel ludźmi), który hipnotyzuje swoją magią dzieci. W kółko to samo. Można zwariować, choć wydaje się, że świat już zwariował. Ale ostatnio widziałem światełko w tunelu, gdy moja znajoma oddała część swojej wypłaty kobiecie, której brakowało na chleb. To był piękny i imponujący gest. Więc... Pozdrowienia tylko dla niej.

środa, 18 listopada 2009

wtorek, 3 listopada 2009

Gąbczasta encefalopatia bydła


BSE (ang. Bovine Spongiform Encephalopathy) , czyli gąbczasta encefalopatia bydła (popularnie nazywana "chorobą szalonych krów"), dość często mylnie nazywana, zwłaszcza przez laików bądź środowisko dziennikarskie "chorobą wściekłych krów" - choroba zakaźna wywoływana przez białkowe czynniki zakaźne, tzw. priony. Priony jako czynniki zakaźne, zostały zidentyfikowane i odkryte dopiero w 1981 r. przez Stanleya Prusinera.

Chorobę stwierdzono po raz pierwszy w roku 1986, w Wlk. Brytanii.

W latach 90. byliśmy świadkami epidemii BSE na terenie Europy Zachodniej, gdzie masowo wybijano całe stada bydła, a straty wyniosły miliony euro.

Do Polski choroba szalonych krów dotarła na początku XXI wieku, ale nie nosiła znamion epidemii. Dotychczas stwierdzono kilkadziesiąt przypadków tej choroby.

Centralnym laboratorium diagnozującym tę chorobę w Polsce, mającym akredytację Unii Europejskiej jest Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach. Badania mogą być również wykonywane w większości Zakładów Higieny Weterynaryjnej. Materiał do badania jest pobierany z pnia mózgu padłych bądź poddanych ubojowi przeżuwaczy. Obowiązkowi badania podlegają padłe lub zabite owce i kozy powyżej 18 miesiąca życia oraz bydło powyżej 24 miesięcy.

A mnie zastanawia, czy u rolników którzy posiadają jedną krowę również były przypadki występowania choroby szalonych krów, tak często jak w miejscach masowej hodowli? Odpady po uboju zwierząt w rzeźniach przerabia się na mączkę mięsno-kostną w formie granulatu paszowego. Granulat zawiera dużo cennego białka i dodawany do zwierzęcej karmy sprawia, że bydło szybciej przybiera na wadze i daje więcej mleka. Inaczej zmuszenie zwierząt do kanibalizmu, który powoduje nadwagę i nienaturalny cykl produkowania mleka.
Szczerze, ja też bym zwariował. Zmuszony do jedzenia innych ludzi, żyłbym w klatce z 5 innymi osobami, które mają tak mało miejsca by sie poruszać. Przecież to szaleństwo.

piątek, 23 października 2009

Zmiana czasu


W ten weekend zmieniamy czas letni na zimowy. Mało kto wie jednak, że na taki pomysł wpadł niemiecki Żyd urodzony w Słupsku. Postać niesamowita. Filolog i germanista, który znał Bismarcka, trzech niemieckich cesarzy, Karola Maya, Różę Luxemburg i dziesiątki innych słynnych postaci przełomu XIX i XX wieku. Opisał ich w książce "Menschen und Dinge" ("Ludzie i sprawy"), wydanej w 1929 roku.

sobota, 17 października 2009

niedziela, 11 października 2009

Praha


W konkursie pt.: "W sąsiednich kadrach-Polacy i Czesi o sobie w komiksie" (jury w składzie: Adam Rusek (PL), Witold Tkaczyk (PL), Tomáą Prokůpek (CZ), Tomáą "Hibi" Matějíček (CZ) oraz przewodniczący Michał Słomka (PL)), Paweł Timofiejuk i Wojciech Stefaniec zajęli III miejsce komiksem "Praha".
Publikacja nagrodzonych prac wraz z komisami polskich i czeskich artystów będzie miała premierę 6. listopada 2009 roku podczas Festiwalu Komiksu w Pradze - KOMIKSFEST! W Instytucie Polskim w Pradze będzie też można oglądać wystawę prac powstałych w ramach projektu "W sąsiednich kadrach. Polacy i Czesi o sobie w komiksie" od 2. listopada 2009 r., natomiast 6. listopada poza premierą antologii komiksów będzie też miało miejsce spotkanie z polskimi i czeskimi autorami.

Sam komiks jest alterglobalistycznym wspomnieniem, w dobie kryzysu, wydarzeń z września 2000 roku w Pradze. To zastanowienie nad naszą obecną kondycją na tle aktywności społecznej sprzed 10 lat.
Więcej informacji na tej stronie.

czwartek, 1 października 2009

From Foto...


To nie jest pijak...

sobota, 26 września 2009

poniedziałek, 21 września 2009

Japoński Reżyser = WWS


Płytę "japoński reżyser" robiliśmy dwa lata, w zasadzie robił ćwiraz - z poznania chłopak, na to wszystko trzeba spuścić zasłonę milczenia, ale w połowie roku znalazłem więcej czasu i postanowiłem wszystko dopiąć, przycisnąć, by w końcu znalazło ujście, wyjście, whatever.
Więc powstał problem klasyczny - okładka. Po kilku próbach własnych i niewłasnych, tuż przed zaśnięciem, któregoś wieczora dopadło mnie oświecenie. Tak mam. W ten sposób wymyśliłem kiedyś łazienkę u byłej teściowej na półpiętrze. Po prostu miałem klasyczne oświecenie.
W tym konkretnym przypadku w moim oświeceniu pojawiła się twarz Stefańca. Czyli broda, niechlujnie uczesane włosy, djablik w oczach. Taaaa. Widziałem już jego projekty wcześniej. Współpracowaliśmy razem przy tekstach na temat historii "Oczami bezpieki". Stefaniec (z braku zdjęć) często ilustrował je swoimi rysunkami.
Obudziłem się rano i szedłem do pracy z myślą, żeby się zgodził. I się zgodził.
Zachwyciła mnie bezproblemowa współpraca. Elastyczność gościa, oraz kreatywność, a także samo podejście: dajcie muzykę, coś pomyślimy.
Miód musiał się na koniec polać. Ale czemuż by i nie. Stefaniec to zajebisty gość. Obiecał, że jak zrobi karierę, to nie zapomni i zaprosi do swojej chaty w Barcelonie. A jak ściemni, to zawsze pozostanie nam najlepsza okładka WWS, jaką do tej pory ten zespół miał.

Michał Kowalski. Wszystkie Wschody Słońca.


Nie w Barcelonie, tylko w Szwajcarskich Alpach.
Wojciech Stefaniec.

czwartek, 17 września 2009

Lęk


Lęk to negatywny stan emocjonalny związany z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz organizmu niebezpieczeństwa, objawiający się jako niepokój, uczucie napięcia, skrępowania, zagrożenia. W odróżnieniu od strachu jest on procesem wewnętrznym, nie związanym z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem.

Lęk staje się patologiczny gdy stale dominuje w zachowaniu, gdy nie pozwala na swobodę, a w konsekwencji prowadzi do zaburzeń. Reakcje lękowe tracą swoją przystosowawczą funkcję i są nieadekwatne do bodźców, a niepokój wywołują sytuacje nie mające znamion zagrożenia.

cyt.za. wikipedia

sobota, 12 września 2009

Impesja eko-logiczna


Impresja eko-logiczna

Impresja eko-logiczna muzyczna



Człowiek to taki samolub, który zawsze będzie myślał, że jest najważniejszy. Zrobi wszystko, żeby jego gatunek przetrwał, niszcząc przy tym to, co nie należy tylko do niego. Życie, którego nie docenia. Świat, który jest dla niego nie zrozumiały. Czas, którego nie może przegonić. Jest bezradny wobec planety, na której przyszło mu żyć. Stara się doskonalić swój gatunek, wmawiając sobie, że to co robi jest słuszne. Chce szybciej się poruszać, oddychać pod wodą, latać ja ptak. Nie ważne, że zniszczy inne życie, które go do tego zainspirowało. To nic. Ja chcę, ja musze, ja żądam. Bez dziękuje i przepraszam. Mam pieniądze, pozycje społeczną. Jestem lepszy od innych. Inni mnie nie obchodzą. Ja – człowiek, jestem najważniejszy!

piątek, 11 września 2009